Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasteczka ♥. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasteczka ♥. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2013

60. Kruche rogaliki z powidłami ♥

Macie takie smaki, które towarzyszą Wam od dzieciństwa? U mnie to jest kruche ciasto. Moja Prababcia piekła z niego ciasteczka-gwiazdki. Zawsze jak do niej przychodziłam miała dla mnie całą ich puszkę, z resztą nie tylko dla mnie, bo każdy się nimi zajadał. Jednak jak robić kruche ciasto nauczyła mnie Babia przy okazji robienia jabłecznika- mojego pierwszego ciasta i prawdopodobnie jednego z najlepszych. Zawsze jak robię jabłecznik trochę ciasta mi zostaje i je zamrażam. Jednak idą święta i powoli trzeba opróżniać zamrażalkę, dlatego też postanowiłam, że z kruchego ciasta, którego dość spora ilość zdążyła się już nagromadzić, upiekę ciasteczka. Pomysł jednak szybko przeewoluował w rogaliki- miałam kilka dżemów i marmolad, które trzeba było zużyć. Tym sposobem niemal każdy rogalik jest inny- jeden z powidłami śliwkowymi, jeden z dżemem truskawkowym... jeszcze inne z morelowym. Ciekawe, na jaki smak trafię...? :)

Kruche rogaliki


Składniki na ciasto
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • żółtko
  • 3/4 szklanki cukru
  • kostka margaryny
  • 2-3 łyżki śmietany 18 %
  • łyżeczka proszku do pieczenia
Żółtko ucieramy z cukrem. Na stolnicy wysypujemy mąkę, margarynę, śmietanę, proszek i dodajemy żółtka. Zagniatamy chwilę i odstawiamy na około 20 minut do lodówki. 
Ciasto wałkujemy dość cienko. Wykrawamy z niego duże koła, najlepiej od jakieś ogromnej miski. Kroimy je jak pizzę, na mniejsze trójkąty. Ich ilość zależna będzie od rozmiaru koła. Na każdy trójkąt nakładamy łyżeczkę powideł/dżemu/farszu/czekolady/czegokolwiek i zaczynamy zawijać rogaliki.
 Pieczemy 20 minut w 170'.



Mmm, jak one pachną....! A w tle Mama robi bezy- uwielbia je i powoli staje się tradycją, że pieczemy je razem gdy tylko ma wolne :) Jednak zawsze zostają po nich żółtka, których wykorzystaniem chętnie się zajmę. Może jakieś bułeczki z tego powstaną...?


niedziela, 24 listopada 2013

56. Ja pierniczę...! ♥

,, Ja pierniczę'' czyli mój piernikowy debiut

Wszyscy robią pierniki! To znak, że święta nadchodzą wielkimi krokami. Strasznie mnie to cieszy, uwielbiam zimę i wszystko, co z nią związane. Ja zaczęłam już powoli przygotowywać się na jej przyjście- choinka, bombki i lampki kupione, menu na Wigilię powoli obmyślane... A pierniczki upieczone! I teraz dojrzewają sobie w słoikach, szczelnie zamknięte, aby nikogo nie kusiły. A kusić czym mają- bo są przepyszne! Dlatego kilka sztuk zostawiliśmy do zjedzenia w tak zwanym międzyczasie, coby się nikomu nie dłużyło do świąt :)

Pierniczki


 


składniki:
  • 550 g mąki tortowej+ trochę do podsypywania
  • 370 g miodu
  • 100 g cukru pudru
  • 60 g przyprawy do piernika
  • 120 g masła
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • jajko
Miód i masło rozpuszczamy w rondelku. W misce łączymy je z jajkiem, cukrem, sodą, przyprawą do piernika. Dosypujemy mąkę i wyrabiamy. Dzielimy na mniejsze części i wałkujemy na ok. 0,5 cm grubości, podsypując stolnicę mąką. Wykrawamy ulubione kształty ( jeśli chcemy je powiesić na choinkę, to musimy zrobić im dziurki- najlepiej słomką ) i pieczemy po 6 minut w 180'. Ostawiamy do ostygnięcia, po czym zamykamy w szczelnie zamkniętych słoikach i pozwalamy im dojrzeć- najlepiej do świąt :)

Wyszło mi około 200 dużych pierników- serc, gwiazdek, motyli, ptaków, ludzików, kwiatków... Około 200, ale ile dokładnie ich było- tego się już nigdy nie dowiemy. Zbyt wiele osób je podjada! :)
Wiecie co? Ja myślałam, że mam silną wolę. Nawet bardzo silną.

A potem upiekłam te pierniczki ♥



niedziela, 27 października 2013

36. BEZY! ♥

Pamiętam, jak w dzieciństwie babcia kupowała mi bezy- te małe, białe słodkości były nieodłączną częścią naszych spacerów. Jednak minęły lata, dorosłam i babcia przestała zabierać mnie na plac zabaw. Od tamtej pory nie jadłam również bez, po prostu z braku okazji.
Imieniny babci, która pokazała mi bezy, zbliżają się wielkimi krokami. Z tej okazji postanowiłam upiec jej tort... właśnie bezowy : ) Słyszałam jednak, że ciężko upiec dobrą bezę i ludzie boją się po prostu ich robienia. Ale, że ja do strachliwych nie należę, razem z moją mummy pod nieobecność babci zrobiłyśmy próbne beziki ; )



 
Składniki
  •   250 g cukru pudru
  • łyżka mąki ziemniaczanej
  • 4 białka
  • szczypta soli
Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Gdy osiągną gładką konsystencję i gdy nie wylecą z przechylonej do góry nogami miski, dodajemy po łyżeczce cukru pudru, po każdym dodaniu dokładnie miksujemy. Gdy cały cukier będzie już w misce z białkami, dodajemy łyżkę mąki.
Masa powinna być twarda, lepka, zwarta, idealnie biała i lśniąca : ) Wkładamy ją do rękawa cukierniczego ( ja akurat nie miałam, więc wlałam moją do woreczka foliowego i ucięłam mu jeden róg). Na blasze wyłożonej papierem formujemy bezy. Wkładamy je do piekarnika nagrzanego do 140 stopni na około 15 minut, aż lekko stwardnieją. Wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim bezy, aż ostygnie. Potem w razie potrzeby znów włączamy piekarnik i podpiekamy bezy, wyłączamy i suszymy przy otwartych drzwiach. Powtarzamy, aż będą idealne :)



Uczciwie mówię, że byłam lekko zaniepokojona tymi bezami. Niesłusznie, bo wyszły przepyszne! Suche, chrupiące, w środku lekko mięciutkie. 
Idealne.
Nie można się od nich oderwać! :)

A jeśli nie wiecie, co teraz możecie zrobić z żółtek, zapraszam na  drugiego bloga , gdzie uporałam się z ponadprogramowymi żółtkami w sposób pyszny, cudowny i w ogóle świetny ( nawet nie wiem, czy ten wypiek nie bije na głowę bez! ).

kisses, swagberry

piątek, 4 października 2013

13. Kokosowo-żurawinowe ciasteczka w stylu biscotti ♥

Obecnie staram się przybrać nieco na wadze, zwiększam więc nieco kaloryczność moich posiłków. Dużo jednak ćwiczę i średnio wychodzi mi tycie, nie poddaję się jednak i wcinam sobie różne pyszności : ) Nie przychodzi mi to łatwo, mam do siebie bardzo duże wyrzuty o to co robię, wiem jednak że wyjdzie mi to na dobre, dlatego zaciskam zęby i staram się czerpać radość z tego, co jem. 
A o to nie trudno, zwłaszcza, jak spędzam popołudnia w kawą ręku, czytając Krzyżaków i chrupiąc przepyszne kokosowo-żurawinowe biscotti ( zmodyfikowałam nieco ten przepis )


,, Ciasteczka '', a raczej ,, chlebki '' są cudowne- kruche, chrupiące, najlepiej smakujące na ciepło. Maczane w popołudniowej kawce, jedzone pod ciepłym kocykiem w towarzystwie czekoladowego kadzidełka stworzyły idealny, jesienny klimat, przyniosły ukojenie po ciężkim dniu w szkole i stały się idealnym początkiem weekendu. A zapach, jaki rozchodził się podczas ich pieczenia, poprawił humor wszystkim domownikom. Bajeczka...


Składniki:
200 g mąki ( ja użyłam 130 pełnoziarnistej i 70 pszennej )
40 g cukru pudru
40 g wiórek kokosowych
2 jaja
40 g żurawiny suszonej
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżka mleka
odrobina aromatu rumowego
odrobina soli

Pieczemy! :
jaja rozbełtujemy ze szczyptą soli
do jaj dodajemy pozostałe składniki i ugniatamy z nich ciasto, które dzielimy na dwie równe części
na blasze wyłożonej papierem układamy ciasto, formując z niego płaskie prostokąty
pieczemy 20 minut w 180 stopniach, wyciągamy na deskę, kroimy na średniej grubości paski, wkładamy z powrotem do piekarnika ( na 5 minut, potem wyciągamy, przewracamy i znów na 5 minut )
czekamy aż wystygną ( ciężko wyczekać, bo kuszą ) i delektujemy się ich smakiem!

Moja rada: 
Najlepiej smakują, jak pozwalamy im wystygnąć. Robią się wtedy bardziej chrupiące.

Spotkała mnie dziś miła niespodzianka. Dostałam list od mojej kochanej przyjaciółki. Już dawno do siebie nie pisałyśmy takich wiadomości i niemal zapomniałam, jak cieszy widok koperty w skrzynce zaadresowanej do nas. Dziękuję kochana!

kisses, swagberry